piątek, 18 marca 2011

Misiu




Zofia Sumczyńska                                               Olej na płótnie
                                  Misiu frunął na swoich chudych, siedmioletnich nóżkach niczym zefirek. Musiał tak, bo wyszedł z domu trochę za późno, a do szkoły były prawie trzy kilometry. Zbliżał się już do przejazdu kolejowego, który znaczył początek miasta. Błagał wszystkie siły, żeby szlaban nie został zamknięty. No i wybłagał. Stał przed grubą metalową rurą, pomalowaną na przemian białą i czerwoną farbą, a broda zaczynała mu drgać ze strachu przed spóźnieniem na pierwszą lekcję.
               Pociąg na szczęście przemknął dosyć szybko, jednak zefirek odtąd musiał zamienić się w zefir. Tornister na plecach podskakiwał miarowo, a z mleka, które mamusia dała mu w małej butelce po lemoniadzie, najprawdopodobniej wytrąciło się  masło. Koło licealnej bursy ostro skręcił na lewo i wybiegł na przedostatnią prostą - dosyć długą, bo aż do Sklepu Na Rogu. Jeszcze kawałek, już niedaleko. Ostrożnie na przejściu przez jezdnię i już - dobiega do sklepu. Mocno zdyszany, roztrzęsiony, z głową opuszczoną w pozycji biegacza, wciąż w największym pędzie wychodzi z ostrego wirażu w prawo. Jeszcze tylko raz na drugą stronę ulicy i po schodach do gmachu szkoły.
               Chodnikowe kafle wciąż błyskawicznie umykały z pola jego widzenia i nagle stało się bum. Wielkie bum! Wszystko stanęło w miejscu. Tak, w miejscu. Brzuch Starej Pani, w który z wielką siłą uderzył głową, tak dobrze   zamortyzował kolizję, że nawet na centymetr nie odrzuciło go do tyłu.
               Stał przez dłuższą chwilę oszołomiony, zastygły w przerażeniu. I zdawało mu się, że ruch Starej Pani jest całkiem powolny. I gdyby ktoś chciał, to bez problemu mógłby ją złapać. Żeby nie upadła do tyłu, na plecy, głową o chodnik.
                - I co zrobiłeś, chłopczyku? - Czyjś głos wyrwał go z osłupienia. - Trzeba uważać, jak się biega.
                Stał sparaliżowany i zdawać by się mogło, że tak już pozostanie. Jednak dzwonek na lekcję zdołał znów poderwać go do biegu. Przeskoczył przez ulicę i prawie z płaczem wbiegł do szkoły.
               Struchlały w przekonaniu, że znowu oberwie linijką po łapach za spóźnienie, przekroczył drzwi klasy i po raz wtóry tego poranka doznał szoku: klasa była pusta. Może nie klasa, lecz ławki. Dzieci były obecne, stłoczone jednak przy okiennych parapetach. Wszystkie z wielkim przejęciem obserwowały coś na zewnątrz.
                Misiu podszedł do okna pierwszego od prawej. Wcisnął wzrok w szczelinę między głowami Wojtka i Rysia. Dostrzegł garbaty dach białej karetki, stojącej po przeciwnej stronie ulicy. Tłumek gapiów prawie całkowicie zasłaniał duży, czerwony krzyż, namalowany na bocznych drzwiach auta.
               - Co tam się stało? - Był w stanie wydobyć z siebie tylko drżący głosik w poczuciu, że przecież zna odpowiedź.
               - Misiu? Cześć! - Wojtek był wyraźnie poruszony tym, co obserwował i bardzo chętny do przekazywania sensacji. - Wiesz, jakaś dziewczynka biegła i przewróciła Starą Panią i teraz zabierają ją do szpitala.
               - Dziewczynka? - Głos Misia w zdumieniu zaczął nabierać mocy.
               - Tak, dziewczynka, jakaś dziewczynka biegła, ale nie wiadomo jaka, bo pobiegła dalej i uciekła  i nie wiadomo, kto to był - Wojtek wyrecytował jednym tchem nadal podekscytowany.

               Głośne klaskanie Pani Nauczycielki szybko przywróciło porządek w klasie. Misiu siedział w swojej ławce, obok Wojtka, już zupełnie spokojny. Grzebał w tornistrze w poszukiwaniu odpowiedniego zeszytu.
              - Kochane dzieci, posłuchajcie - Pani Nauczycielka rzekła bardzo poważnie. - Miałyście okazję przed chwilą oglądać ciekawe, choć smutne wydarzenie. Dziewczynka pobiegła sobie dalej, chociaż z całą pewnością widziała, co złego uczyniła. Możecie być pewne, że do końca życia będzie miała wyrzuty sumienia.
  
              Misiu poczuł, że broda znowu zaczyna mu drgać, a oczy wilgotnieją.

                                                              ***






4 komentarze:

  1. Uwielbiam Twojego bohatera:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj coś czuję, że Misiu ma przechlapane. Do końca życia! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale mi go żal! Chciał dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  4. A gdzie mój komentarz wcięło? No, Misiu to mój faworyt :D

    OdpowiedzUsuń