poniedziałek, 16 stycznia 2012

Misiu i Małgorzata (4)



        Jeszcze mały fragment mojej powieści, raczej dla dorosłych i chyba ostatni, który daję tu, na blogu. Traktuje o pewnym pożegnaniu, co jednak nie znaczy, że to końcowy fragment przyszłej książki :)







                                         Wszystkie rośliny w ogrodzie nieźle już rozbujały. Jak przystało na koniec czerwca kwitło prawie wszystko, co było tam posadzone i zasiane. Od strony płotu przebijał błękit dzwonków, zmieszany ze szkarłatem kuklika. Irysy strzelały bielą wprost w niebo tuż za ich plecami, a u ich stóp ścieliły się nagietki. Trochę dalej, za kartoflami, kilka pędów naparstnicy rozbijało swoją purpurą monotonną zieleń zarośli, za którymi słychać było sapanie lokomotywy. Gdzieś też musiała być maciejka, bo jej zapach coraz bardziej odurzał, w miarę jak słońce zbliżało się do krzaków.
          Siedzieli na ławce, odgrodzeni od ciekawskich okien domu parawanem z agrestu. Byli niewidzialni. Dla sąsiadów i całego świata. Zresztą, nawet gdyby ktoś z daleka spojrzał, zobaczyłby tylko, że Małgorzata siedzi twarzą do Misia, obejmując jego nogi swoimi nogami. I tyle.
          Oni jednak wiedzieli więcej. A raczej czuli więcej. Byli złączeni i zdawać się mogło, że nic już ich nie rozerwie.
          - Czuję go prawie w gardle. - powiedziała szeptem. 
          - Kogo? - Misiu się ocknął, bo jego myśli wędrowały gdzieś daleko. - O kim mówisz?
       - No wiesz?! - Małgorzata żachnęła się, gwałtownie odsuwając głowę. Spojrzała mu prosto w oczy. Zalotnie, ale też z lekkim zapytaniem. - Gdzie byłeś? Zamyśliłeś się?
Znowu przytuliła się do jego twarzy i wyszeptała słodyczą maciejki z całej okolicy:
          - Czuję twojego członka, jak pulsuje we mnie. 
        - Tak? Ja też czuję ciebie - Misiu rzekł to wciąż jakby zamyślony. - Małgorzato, może już zejdź. Wiesz... Trzeba uważać... 
      - Nie, nie zejdę! - prawie krzyknęła, a on poczuł nagle jak się napinają wszystkie jej mięśnie. - Nie puszczę! 
        - Małgorzato, proszę... - Miłosny uścisk jej ud pchał go już prawie do samej granicy. Poczuł też strach. - Proszę... to nie są żarty. 
        - Ale ja... - Wtuliła się w niego chyba z największą siłą, jaką miała i nagle zaczęła szlochać. - Ja wiem, ja to czuję, widzę. Ty jesteś jakiś inny... zamyślony. Boję się, że... że ty mnie już nie kochasz. Misiu... ja chcę... ja chcę mieć z tobą dziecko... 
Misiu wpadł w panikę. Był w żelaznym uścisku Małgorzaty, nie mógł się ruszyć w strachu, że eksploduje. Był też zdumiony jej intuicją. Wyczuła, z jaką rozterką tu przyjechał. 
          - Małgorzato... błagam - wydusił. - Musimy porozmawiać... 

                         Siedziała obok zupełnie spokojna. Słuchała jego wynurzeń. O tym, jak teraz potrzebuje spokoju, zapomnienia, wytchnienia. Nie ma czasu na miłość, na tęsknotę, na zamartwianie się, na pisanie listów. Musi się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. Musi poznawać świat, inny świat, nowy świat. Musi to robić bez żadnych obciążeń. Musi do czegoś dojść, zdobyć fach, stanąć na nogi. A potem na pewno wróci. Oczywiście, jeśli ona będzie czekać. Mówił to jednym tchem, mocno stremowany. Nie wiedział, czy jest wiarygodny, bo sam nie wierzył w to, co mówi. Mówił delikatnie, w formie pytającej, jakby prosząc o radę, o pomoc w podjęciu decyzji. 

                         Cisza trwała dosyć długo. Małgorzata wcisnęła rękę pod jego pachę i pochyliła głowę na jego ramię. Maciejka łaskotała nozdrza niemiłosiernie, przywołując z pamięci najpiękniejsze chwile, jakie razem przeżyli. Misiu poczuł, że się łamie. Poczuł, że jednak nie może tego zrobić. Przecież kocha ją i nie może tak jej krzywdzić. Jego postanowienie zaczęło chwiać się w posadach. I kiedy już miało runąć, Małgorzata nagle powiedziała: 
          - Wiesz, Misiu... Ja jestem w ciąży. 

                         Świat zawirował. Wszystkie kolory ogrodu zamieniły się w szarość i Misiu poczuł, że leci gdzieś w pustkę. A więc koniec. Koniec z jego postanowieniem, tak czy inaczej. Musi pozostać tu, budując przyśpieszoną i nieplanowaną małą stabilizację. 
          - Jesteś pewna...? - wystękał. I choć silił się na coś w rodzaju radości, nie udało mu się ukryć przerażenia. 
           - Tak... już trzy miesiące nie mam okresu... 

                           Cisza trwała dosyć długo. Małgorzata wcisnęła rękę pod jego pachę i pochyliła głowę na jego ramię. Maciejka łaskotała nozdrza niemiłosiernie, przywołując z pamięci najpiękniejsze chwile, jakie razem przeżyli. Misiu układał sobie w głowie zupełnie nowy plan działania. Myślał o swoich studiach, które przecież musi dokończyć, myślał o maturze Małgorzaty. Próbował wyobrazić sobie reakcję rodziców, krewnych i znajomych. W końcu dostrzegł wszystkie jasne strony sytuacji, uśmiechnął się do siebie i zaczął otwierać usta, żeby coś powiedzieć. Jednak ona była szybsza: 
          - Misiu... Nie bój się. Ja żartowałam... 

                            Kiedy w przeraźliwym pisku hamulców pociąg zatrzymywał się przy peronie, przytulił ją mocno. Czując konwulsje jej płaczu sam też się poddał i zaczął płakać. Ale nic to. Tak musi być, już postanowione. Może kiedyś jeszcze się spotkają. Wpił się w jej słone od łez usta i długo smakował, i czuł w nich, wciąż jeszcze, także smak nadziei. Parowóz zagwizdał na odjazd. 
          - Misiu... Pamiętaj... Nigdy więcej nikomu nic nie obiecuj... 










11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wypieki na zielonej wyspie?:) Serdecznie pozdrawiam, Małgorzato :)

      Usuń
  2. i pomyśleć, że słowa Misia mogły paść ułamek sekundy wcześniej, nim Małgorzata powiedziała:"żartowałam"...
    ..................
    spotkają się, wiem:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie wiem... To byłoby za proste :)

      Usuń
  3. Dobrze napisane. Chciałbym mieć tyle lat. Ale to SE NE VRATI jak mawiają nasi sąsiedzi Czesi:)
    No i nie ma już podróży pociągami z lokomotywą. A ja takimi jeździłem. Na przykład do Zakponego.
    Pozdrawiam Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, teraz to se můžeme snít :) Dzięki, Vojtek, za czytanie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Pisane z pasją i pewnie dlatego wystąpiło powtórzenie tego samego zdania: "maciejka łaskotała nozdrza niemiłosiernie..." wystarczy jedno wykasować :)

    Michał poza tym jest cacy. Fajnie napisałeś. Lubię takie pociągi :)))
    Pozdrawiam i zastanawiam się czy za chwilę, za oknem zniknie świat, dawno u nas nie było takiej mgły...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jolka, Jolka, Jolka... To powtórzenie zdania jest środkiem stylistycznym składniowym, zwanym: "paralelizm składniowy":) Zastosowałem to zupełnie świadomie i nie ukrywam, też z pasją.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    PS
    Czy już oddałaś głos na mój blog? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. tak myślałam, że celowo... ale mnie ten zapach łaskocze nazbyt mocno...

    a gdzie głosować?
    zaraz będę szukała... czy znajdę?

    OdpowiedzUsuń
  7. no już wysłałam esemeska
    powodzenia życzę :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. jolka!!! ... zapach nazbyt mocno???? ... a mnie ten powód, nazbyt mocno naciągany!!!

    OdpowiedzUsuń