czwartek, 15 marca 2012

Paczka



                         Misiu był chyba w najgłębszej fazie snu, po nocy mało przespanej, przed telewizorem, pod kocykiem, w butach. Może dlatego dochodzące do jego mózgu natarczywe dźwięki nabierały cech czegoś z zaświatów, jakby echo powstania wszechświata, dobiegające zewsząd i znikąd. Dźwięki choć natarczywe, początkowo były jedynie tłem, najprawdopodobniej dla jakichś marzeń sennych, które i tak nie istniały, bo nie istnieje to, czego się potem nie pamięta. Jednak czas mijał robiąc swoje. I natarczywość rozciągnięta w czasie spowodowała, że Misiu otworzył oczy. Poczuł się tak, jakby leżał na dnie pustej, wyschniętej studni i jedynie ból nagłego przebudzenia mówił mu, że sam nie jest pustką wypełniającą ową studnię. Dzwonek do drzwi nadal dzwonił natarczywie.

                               Listonosz, który stał na wycieraczce był jakiś nowy, bo Misiu nigdy jeszcze go nie widział.
            - Pan Misiu?
            - Tak, Misiu.
            - Paczka do pana.
       - Paczka...? - Misiu zdziwił się. Nie czekał na żadną paczkę. Ale paczka to paczka. Zawsze lubił dostawać paczki. Chwycił do ręki nieduży pakunek. I jeszcze jakąś kopertę, ale to był tylko rachunek z elektrowni.
        - A tu autograf poproszę. - Listonosz podsunął mu pod nos płachtę, pokazując gdzie złożyć podpis.

                                                                                     Paczka wielkości koperty A4 leżała na stole.
Misiu rozkoszował się jej widokiem, zastanawiając się cóż to może być. Za nim stanęła Żona. Sfrunęła radośnie po schodach, bo usłyszała coś o paczce. Też lubi paczki dostawać, a najbardziej lubi je otwierać.
             - To do ciebie, czy do mnie? - zapytała.
             - Do mnie.
             - Ale ja otworzę? - ciągnęła dalej z uśmiechem. - Pozwól mi...
           - Nic podobnego.  To  do mnie.  Zobacz,   jest napisane.  - Misiu złapał paczkę i przez chwilę droczyli się w zabawie, jak małe dzieci. - A poza tym muszę ostrożnie. To może być jakaś bomba.
          - E tam bomba. Otwieraj, nie wygłupiaj się. - Kobieca ciekawość zawsze jest silniejsza od zdrowego rozsądku.
         - No tak... Przecież nie zamawiałem żadnej paczki. Nie wiem od kogo to może być. - Misiu mówiąc to, jednocześnie desperacko rozerwał kopertę. Nic nie wybuchło, więc zajrzał do środka.

                      W środku było bardzo kolorowo. Kolorowe pudełka, pudełeczka i jakieś drobiazgi.
             - No pokaż wreszcie.
            - Pomału, ostrożnie... - Misiu wsunął palce do koperty i wyciągnął pierwsze pudełeczko. Pussy coś tam. - A... To pewno jakieś kosmetyki. Jakaś reklamówka może...
Złapał następne, długie i położył na stole.
             - Co za cholera??? Kurwa no... Co to za jajca?
             - Fuuuujjjj...!!! - Żona odskoczyła od stołu z niesmakiem.
       Misiu w osłupieniu gapił się na najdłuższego penisa, jakiego w życiu widział. Ohydny pseudo-cielisty kolor, widoczny za foliową szybką eleganckiego pudełka, rzeczywiście mógł wycisnąć na usta jedynie słowo fuj. Kiedy wysypał resztę zawartości paczki na stół, jego osłupienie sięgnęło zenitu, a zaraz potem przemieniło się we wściekłość, podsycaną przez śmiech Żony.
           - Nareszcie! Nareszcie wiem, co ty w nocy przy kompie robisz. - Jej śmiech był szczery i w końcu stał się zaraźliwy. - To ty takie rzeczy sobie zamawiasz?
          - No... Jeśli masz mnie za takiego durnia, to śmiej się dalej - Misiu też już się śmiał, choć nie było mu do śmiechu. - Przestań już, do cholery... Trzeba pomyśleć, o co tu chodzi...

                          Żona złapała rozdartą kopertę i zaczęła oglądać ze wszystkich stron.
          - Zobacz, tu jest adres i telefon nadawcy.
          - Tak? Pokaż.
      Na małej naklejce przeczytali: Bajerek, Michał Grądcki, Poznań, Konatkowskiej 3, kom. 696-800-807. Misiu bez wahania złapał za telefon i zaczął wystukiwać numer.
         - Kurwa... Zaraz wszystkiego się dowiem. - Dawno nie był tak zdeterminowany. - Zaraz się dowiem, co za chuj robi takie numery.
          - Misiu, tylko nie denerwuj się. Nie ma co... To wszystko się wyjaśni.
          - Dobra, nie bój się... Będę spokojny.

              Długo nie czekał.
           - Czy to firma Bajerek?
           - Tak. W czym mogę pomóc?
       - Proszę pana, przed chwilą otworzyłem paczkę, którą otrzymałem od pańskiej firmy. Chciałbym się dowiedzieć, kto ją zamówił, bo ja nic takiego nie potrzebuję. Moja żona też nie. Czy to może wy robicie takie prezenty?
           - Otrzymał ją pan kurierem czy przez pocztę.
           - Przez pocztę.
           - Za pobraniem, czy opłacona była?
           - Opłacona, ja nic nie płaciłem.
           - Proszę pana, my nie wysyłamy takich rzeczy za darmo. Kiedy została wysłana?
           - Wczoraj. Dziewiąty września jest na stemplu.
           - Aha... Adresowana na pana nazwisko?
           - Tak, na moje.
          - Co jest wydrukowane nad pana nazwiskiem? - Nic nie jest... To jest pisane odręcznie i nie ma żadnego numeru. Aha... Pod nazwiskiem jest napisane: UP Poste Restante...
        - No tak... Ale wie pan... Jeśli to odręcznie pisane... Będzie problem, nie wiem, czy uda się ustalić, kto to zamówił. Proszę podać numer telefonu, zrobię co będę mógł i oddzwonię...
          - Ok, czekam.

              Misiu postanowił, że poczeka do poniedziałku. A potem będzie gotów nawet prokuraturę powiadomić.
          - Jak on mi nie powie, kto to wysłał, to go policją postraszę.
          - Misiu, daj spokój... Czy są jakieś podstawy?
       - Tak, to się nazywa naruszenie miru domowego. - Sam się śmiał w duchu z tego, ale ciągnął dalej: - Myślisz, że nie czuję, że ty masz jednak wątpliwości...
         - Misiu, nie... Przecież ja żartuję. Zobaczysz, że to się wyjaśni. - Żona była rozbawiona, ale  nagle spoważniała. - Zauważyłeś, że dzisiaj jest dziesiąty?
         - Tak. Myślisz, że to sprawa polityczna?
         - No wiesz... To teoria spiskowa, ale kto wie, czy nie wyłapują takich jak ty i potem Palikot penisy wysyła za te niewybredne wpisy na fejsbuku.
         - No dobra... Czyli mamy potrójna alternatywę.
         - Właśnie...
         - Czyli Palikot, albo jakiś kutafon, który mnie nie cierpi zrobił brzydki dowcip, albo to jakaś pomyłka.
       - Tak... Misiu, a zauważyłeś, że w adresie jest drobny błąd? Zobacz: jest numer domu 22 zamiast 24. I kod pocztowy jest zły. Powinno być XY-200, a nie XY-202.
         - No tak, ale takie pomyłki nieraz się zdarzały i dochodziło.


                   Firma Bajerek ma stronę pod adresem: www.wysparozkoszy.pl.  Misiu zadał sobie trud i przeanalizował zawartość paczki:
  • Lady Finger Vibrator - 11 zł.
  • Wibrator winylowy Penetrating Pleasures - 40 zł.
  • Pussy Hand Job (pochwa dziewicy, 100% real) - 26 zł.
  • Come in Gleit-Gel Care + Aloe Vera 100ml - 50 zł.
  • Spanish Love Drops (mucha hiszpańska itp.) - 27 zł.
  • Pierścień erekcyjny - 5 zł.
  • Prezerwatywy różnego rodzaju szt. 10 - 20 zł.
Razem wychodzi 179 zł.
Plus przesyłka.
           - Ja nie mam takich wrogów, którzy by aż tyle wydali, żeby mi głupi kawał zrobić.
           - No właśnie. Też tak sądzę. Misiu, daj spokój, w poniedziałek się wyjaśni.
           - Tak, ale ty... Wiesz, gdybym był Palikotem, nie wysyłałbym takiego zestawu. Sam penis by wystarczył.

                                                                                                      Weekend był dla Misia przesrany.
I chociaż nie dał po sobie poznać, historia z paczką strasznie go męczyła. Do tego stopnia że bał się, że w końcu sam uwierzy, że to on ją zamówił.
Na przykład po zbyt dużej ilości nocnego piwa, albo w zmęczeniu, kiedy się naćpał relanium.
           - Kurwa!!!

             W poniedziałek oczywiście nikt nie zadzwonił. Misiu postanowił dać Bajerkowi szansę i postanowił poczekać do wtorku. Kosztem jednak niezbyt przespanej nocy. We wtorek też nikt nie zadzwonił.
          - Jutro ja do kutasa zadzwonię. Podpowiem mu, że po zawartości paczki może łatwo dojść, kto to zamówił. A jeśli nie będzie mu się chciało, to powiem mu, że policja mu pomoże.
             - Dobrze, Misiu...

                          Jednak jeszcze we wtorek wieczorem Misiu zaczął rozumować logicznie. Był w toalecie, zwalił piękną kupę, jak za dawnych, młodzieńczych lat. I wtedy doznał olśnienia. Pobiegł do kompa i zaczął szukać. Przejrzał strony Poczty Polskiej, przeczytał regulaminy, przeszukał adresy placówek w Swoim Mieście, potem przeleciał mnóstwo internetowych książek telefonicznych, potem wrzasnął:
          - Do kurwy nędzy!
      - Misiu, przestań wreszcie przeklinać! - Żona zdenerwowała się. - Czego ty właściwie szukasz?
        - Chcę znaleźć, czy w Naszym Mieście jest jeszcze jeden Misiu. Ale tu, kurwa, wszystkie spisy abonentów prywatnych polikwidowali. To jakiś absurd, do cholery! Tego nigdzie na świecie nie ma. Mają pierdolca z tą ochrona danych osobowych!
         - Misiu, zapomniałeś, że mamy zwykłą, papierową książkę?

                      Po gorączkowym wertowaniu grubej księgi Misiu zawołał:
           - Dobra, Żono. Teraz posłuchaj, jaką mam teorię.
           - Cała zamieniam się w słuch - powiedziała z powątpiewającym uśmiechem.
        - Nie śmiej się, bo mówię poważnie. Otóż po pierwsze numer 22 jest adresem poczty, która znajduje się na Osiedlu Kopernika. Po drugie, pod moim nazwiskiem jest napisane poste restante, czyli ta przesyłka powinna czekać na odbiorcę na poczcie. Zakładam, że jest w Naszym Mieście drugi Misiu i zamawiając towar na poste restante podał adres tej poczty. Nawet kod XY-202 się zgadza. Kurwa, to niewiarygodne!
            - Misiu, i co dalej? - Żona się zaciekawiła.
           - Oczywiście nie znalazłem w tym grajdole drugiego Misia, ale wynotowałem wszystkich o moim nazwisku.
           - No właśnie. I co?
           - I to, że przecież gdzieś tam może być Misiu, jako syn na przykład.
           - No może, ale jak to sprawdzisz?
           - Bardzo prosto. - Misiu wziął telefon i zaczął wykręcać pierwszy numer ze swojej listy.
           - Misiu, ale już późno...
           - A mnie to gówno obchodzi.

                 Dopiero za trzecim razem na pytanie: „Dobry wieczór, czy mogę rozmawiać z Misiem”, Misiu nie usłyszał słowa „pomyłka”, tylko:
        - Misia? Chwileczkę... - W tle dało się słyszeć stłumione „do ciebie” i Misiowi zaczęło walić serce. Czyżby trafił?
           - Słucham?
           - Czy rozmawiam z Misiem?
           - Tak, z Misiem.
           - Przepraszam bardzo, ale mam pytanie. Czy to ty zamawiałeś w sklepie Bajerek penisa big size i inne takie akcesoria?
W telefonie zrobiła się cisza, ale niezbyt długa. I bardzo wymowna jakaś
           - Tak, zamawiałem... - wychrapało z telefonu wyraźnie zmienionym głosem.
Misiu miał już pewność, że dobrze trafił.
           


Całkowicie oparte na faktach.




12 komentarzy:

  1. Hej Michale!
    Dzięki za wizytę. Właśnie temat met to też temat rzeka:) Największy rozkwit met(nielegalna sprzedaż alkoholu) przypada na czasy jak wóda była na kartki! Każdy dorosły obywatel miał zagwarantowane przedmioty codziennego użytku:)
    A co do Twojego wpisu.
    Jeśli już znasz się na towarach z kręgu działalności seksualnej to mam pytanie. Co byś polecił na przykład na zapewnienie erekcji?
    Dzięki blogowaniu poznałem kogoś takiego, ze jak bym dal plamę to bym chyba zeskoczył z Pałacu Kultury.
    Z resztą wystarczy nawet z 10 go piętra.
    I grafika Twojego bloga jest bardzo dobra.
    Pozdrawiam
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, Vojtek!
      Nie, nie znam się na tych towarach. Ja tylko przejrzałem zawartość przypadkowej paczki :)
      A na zapewnienie erekcji? Cóż... Wydaje mi się, że sprawa jest prosta: kochasz, pragniesz i masz erekcję.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Bomba!
    Domyślam się miny drugiego misia!

    Michał przy okazji serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie. Jako, że piszę komentarz op raz pierwszy, to się przedstawię. Albo i nie, odeślę po informacje na mój temat do Margo. ;)
    Uśmiałam się nieźle z hisotrii. Ha ha ha ha ha chciałabym zobaczyć Wasze miny, podczas wyciągania tych zabawek. :))) ha ha ha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Joanno, nie musisz się przedstawiać. Wiele słyszałem o Tobie, oczywiście dobrego :) Dzięki za poczytanie. Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Hehehe, znam Ci ja tę opowieść, świetna jest :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Że też ja takich paczek nie dostaję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he... Na takie paczki trzeba zasłużyć :)

      Usuń
  6. Haha, uffff, ale się uśmiałam. Prawowity właściciel odzyskał "towary"? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michu, pamiętaj: śmiech to zdrowie.
      Serdeczności :)

      Usuń