czwartek, 19 lipca 2012

Eternal flame




     Dwadzieścia kilometrów zleciało błyskawicznie. Może dlatego, że Magda wciąż nadawała. Jej ekscytacja bliskością samochodu zamieniła się w potok słów. W ten sposób chciała chyba dodać sobie odwagi. Zresztą nie musiała. Ona jest odważna. I jednocześnie rozsądna. Byłem pewny prawie na sto procent, że nie zrobi żadnego głupstwa. Jeśli poczuje, że nie da rady, to nie będzie działać wbrew rozsądkowi.
     – Alicja powiedziała, że gdyby coś się stało, to ona pokryje wszystkie koszty... – Dla Magdy był to z pewnością element obniżający poziom stresu. Po mnie się lało, jakbym wyszedł z sauny, ale nie ze strachu. To przez ten niemiłosierny upał.
     Zatrzymałem auto przed znakiem stopu. Za torami pokazało się Miasteczko, w całej okazałości. „Boże, jak dawno tu nie byłem”. Te słowa zatrzymałem tylko dla siebie. Nie chciałem okazywać wzruszenia.
     – Tu uważaj, zaraz skręcamy na lewo. – Magda była niezawodnym pilotem. – O tu, tu na lewo...
     Jakieś roboty na drodze. Ominąłem wysepkę w budowie i wjechałem w Mickiewicza.
     – Kawałek i... o tam... w następną bramę.
     Okazały dom w zaroślach. Z gracją wjechałem w otwarte podwoje i zaraz znaleźliśmy się na wypalonym słońcem dziedzińcu. Dałem w lewo, żeby od razu być gotowym do zawrócenia i nagle się zatrzymałem. Widok kobiety, która stała przed drzwiami garażu wprawił mnie w wielkie zdumienie. „Alicja!” – Mało brakowało, a wrzasnąłbym głośno. I całe szczęście, bo ktoś mógłby pomyśleć, że od upału coś mi na mózg padło. Przecież nigdy nie widziałem Alicji. Chociaż nie... Widziałem na jakimś zdjęciu, przelotnie, i stąd może takie skojarzenie.
     – To jest Misiu. – Magda dokonała prezentacji. – Pani Mama, mama Alicji.
     Uśmiechnięta starsza pani promieniowała czymś jasnym i ciepłym, czymś znacznie mocniejszym od blasku i gorąca upalnego południa. Należała do tych ludzi, z którymi natychmiast łapie się pozytywny kontakt, jakby podczas spotkania ze starym, dobrym znajomym, ze zdaniem między wierszami, niewypowiedzianym, ale jakże oczywistym: „czuj się jak u siebie w domu”. Tak też się czując, pozostawiłem obie panie w trakcie rytualnej wymiany powitalnych słów, a sam zająłem się nieco panicznym szukaniem cienia. Duży plac pokryty wyschniętą trawą, od ulicy dom, dalej podwójny garaż, dalej jakieś budynki gospodarcze. Wszystko schludne, czyste, sterylne, chociaż nadgryzione zębem czasu. Tego dnia dodatkowo wypalone słońcem, co pogłębiało wrażenie owej sterylności. Czegoś mi jednak brakowało. Zastanawiając się czego, długo nie mogłem znaleźć odpowiedzi i w końcu puściłem myśli w podświadomość, w sferę skojarzeń, gdzieś daleko wstecz. Byłem pewny, że kiedyś już widziałem takie miejsca.
      – Masz rację, Misiu.
     – Jak to? – W pierwszej chwili nie wpadłem na pomysł, żeby zadać sobie pytanie, kto mi podpowiada.
      – Masz rację, to miejsce wygląda jak opuszczone.
      – No właśnie. Tak się właśnie tu poczułem. Tylko...
     – Misiu! Mógłbyś tu zerknąć? – Magda przeszkodziła mi w jakimś dialogu, który zaczynał się dosyć ciekawie. – Co o tym sądzisz?
     Chodziły wokół dużego, czarnego auta. Nie dawało się otworzyć, nie działał pilot. Też je okrążyłem, zastanawiając się, co to za marka. Logo gdzieś kiedyś widziałem. Nawet coś mi mówiło. Taki symboliczny płomyk w spłaszczonym kółku - "eternal flame". Tak, to może jakaś stara mazda, trzynaście lat co najmniej, bo potem zmienili logo na stylizowane M.
     Kombinowałem przy pilocie, a Magda zastanawiała się wciąż, czy odważy się tym pojeździć. Pani Mama wciąż dodawała jej otuchy, a ja pociłem się już nie tylko z gorąca. W końcu wyczułem pilota i auto się odblokowało.
     – To może ty wyprowadź, pojedziemy gdzieś w boczną uliczkę i tam ja popróbuję. – Magda była odważna.
    – Ale ja... No dobra. – Chciałem powiedzieć, że nigdy nie jeździłem automatem. Pomyślałem jednak, że kiedyś trzeba zacząć i usiadłem za kierownicą. Ciemne wnętrze i wstawki z drewna. Na pewno sztuczne. Ale i tak poczułem się jak na starym żaglowcu. I znowu to dziwne wrażenie, poczucie braku czegoś, a może kogoś. Poczucie niepełności. Auto opuszczone.
      – Tu masz wajchę. R to reverse, D to drive. Wystarczy. – Magda udzieliła konkretnej lekcji i tym samym wszystko zrozumiałem. Nacisnąłem na gaz. Coś jęknęło, lecz auto nie ruszyło z miejsca. Zwolniłem ręczny hamulec. Znowu na gaz i znowu jęknęło, i znowu nic.
      – Misiu, nogę z hamulca!
      – No tak, odruch. Nie mogę zapomnieć o sprzęgle...
     – Właśnie. Chcesz moją mazdę popsuć? – Głos pod mokrą czapką zdawał się być nieco żartobliwy.
      – Ki diabeł? – Nagle uświadomiłem sobie, że to nie z Magdą rozmawiam.
      – Nie żaden diabeł! To ja...
      – Co za ja?
      – Ja! Ja, czyli Jan. Ojciec Alicji! – Znowu ton żartobliwy. – Nogę z hamulca i na gaz. A potem przypilnuj, jak Madzia jeździ.
    Wyjechałem z garażu, trochę w podskokach, zanim zdołałem oswoić się z diabelnie czułym hamulcem. Na lewo w Mickiewicza, potem znowu na lewo, w Kościelną i dalej, pod sam cmentarz. Tam zawróciłem i zatrzymałem się w pobliżu bramy.
      – Ok. Teraz ja. – Magda była mocno zdeterminowana.
     Kiedy obchodziłem auto, żeby zająć fotel pasażera, zerknąłem przez bramę na mnogość granitu, marmuru i lastryka. Mnogość płyt, bloków i krzyży. Na lewo, tuż przy bramie, zobaczyłem kamień świeżo wypolerowany. Udało mi się odczytać słowa: „Jan...”
     – Tak. Teraz tu odpoczywam. A o Madzię się nie martw, ona da sobie radę – usłyszałem znowu, na pewno przez ten upał. I chociaż nie chciało mi się wierzyć, że to słyszę, zupełnie się uspokoiłem. Usiadłem i zatrzasnąłem drzwi czarnej mazdy w absolutnym przekonaniu, że Magda pojedzie bezpiecznie.





1 komentarz:

  1. Ja sam staję się gadatliwy, żeby sobie odwagi dodać. A automatem jeździć nie lubię! I jeszcze ta gałka do ustawiania położenia. KWADRATOWY KARTOFEL!
    A najgorzej to jeździć raz automatem a raz manualem. Wypadek na zamówienie!
    Pozdrawiam serdecznie i oczywiście nie automatycznie:)
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń