wtorek, 16 października 2012

Panta rhei




Jak to było? Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?
Może i tak, ale to nader popularna, trochę przeinaczona wersja.
Niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki – to bardziej dosłowny cytat z Heraklita. Różnica niewielka, lecz sens jakże inny.
Ale i tak mi coś tu chyba nie pasuje, bo nad tą rzeką od tylu lat przejeżdżam i wciąż, patrząc z mostu, za każdym razem przecież widzę tę samą rzekę. Nie zmienia się. Tak samo się nazywa, stoi (a może leży?) sobie u moich stóp, nigdzie się nie rusza. Owszem - zmienia się jej otoczenie. Chociaż to też chyba źle powiedziane, bo przecież trudno otoczyć rzekę. Zmienia się przyległy do niej teren, jednak tylko cyklicznie, grając barwami w rytmie pór roku. Teraz na przykład brzegi zaczynają się złocić i czerwienić, żeby za chwilę, popadając w szarości, przezimować.
No i woda. Płynąca w rzece woda. Można by się upierać, że wciąż się zmienia, że za każdym razem, kiedy wsadzimy do niej rękę, jest inna. Ale właściwie po co? Przecież to woda. Hadwao! Woda jest wodą, obiektywnie rzecz biorąc, i wodą pozostaje. Nie zmienia się. Od tylu lat tu przejeżdżam i wciąż w rzece widzę tę samą wodę, chociaż płynie.
Ano właśnie. Co właściwie płynie? Woda płynie – to oczywiste. Jest płynem. Mówi się jednak, że i rzeka płynie. Ale też mówi się, że w rzece płynie woda. Czyli co? Woda płynie w płynącej rzece? A po płynącej wodzie w płynącej rzece może jeszcze płynąć, na przykład statek?
Cholera, jednak coś mi nie pasuje.
Wszystko płynie?






środa, 3 października 2012

Wycieczka (3)



Cypel - magiczne słowo. Jak Księżyc, na przykład. Jak coś, na co wciąż patrzymy i marzymy o chwili, w której mogłoby być odwrotnie: spojrzeć z miejsca na które patrzymy w kierunku miejsca, z którego patrzymy.

Na Cypel patrzyłem systematycznie, kilka razy do roku, przez około dziesięć lat. Najczęściej za dnia, widząc czysty piasek plaży, a tuż za nim gęste zarośla. Patrzyłem stojąc sobie przy burcie, na jakimś statku, z morza. Ze mną zawsze patrzył ktoś jeszcze, jakiś kumpel - jeden, albo dwóch. I tak sobie patrząc marzyliśmy, żeby popatrzeć na to z odwrotnej strony. Czyli z Cypla na morze, na przepływające statki. Marzyliśmy, chociaż wiadomo było, że to nierealne, bo miejscem zawładnęło wojsko i zwykły śmiertelnik miał tam zakaz wstępu.

Tak było jakieś trzydzieści lat temu. Teraz już jest inaczej i dotarliśmy tam w trakcie zwykłej, niedzielnej wycieczki. Chociaż nie było łatwo. Wiatr dawał prosto w oczy, z nieba często lało, a i sam spacer po mokrym piasku nieźle właził w pośladki. Nic to jednak - w końcu było gdzie odpocząć, wysuszyć się i dobrze zjeść.