wtorek, 4 grudnia 2012

Anioły w kawiarni



Zastukał w okno. Potem znowu, jakby chciał coś powiedzieć. Potem jeszcze tańcował na listwach pergoli. Wyraźnie dawał do zrozumienia, że jest głodny. Że jest już mróz i zaczyna się dziać nie na żarty. - Zima się zbliża - jakby wrzeszczał, potrząsając pierzastym ogonkiem pan Sikorek. - Daj mi jeść! 
Więc wysypałem mu jakieś resztki z chlebaka i w końcu udało mi się go złapać, przez szybę. Przypomniał mi o nieuchronnym nadejściu sennej pory roku i o tym, że czas byłoby nadrobić tu zaległości, na blogu, bo zima nastraja mnie raczej do mało ruchliwego trybu życia, a tym samym częstszego przesiadywania przed klawiaturą.












Zanim jednak zacznę, trochę samochwały: w końcu udało mi się "nazbierać" odpowiednią ilość i zrobiłem wystawę aniołów w przesympatycznej Cafe Anka. Przedstawiam fotograficzny skrót z wernisażu, może kogoś zainteresuje :)




             

             

             

             

             


             

wtorek, 16 października 2012

Panta rhei




Jak to było? Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?
Może i tak, ale to nader popularna, trochę przeinaczona wersja.
Niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki – to bardziej dosłowny cytat z Heraklita. Różnica niewielka, lecz sens jakże inny.
Ale i tak mi coś tu chyba nie pasuje, bo nad tą rzeką od tylu lat przejeżdżam i wciąż, patrząc z mostu, za każdym razem przecież widzę tę samą rzekę. Nie zmienia się. Tak samo się nazywa, stoi (a może leży?) sobie u moich stóp, nigdzie się nie rusza. Owszem - zmienia się jej otoczenie. Chociaż to też chyba źle powiedziane, bo przecież trudno otoczyć rzekę. Zmienia się przyległy do niej teren, jednak tylko cyklicznie, grając barwami w rytmie pór roku. Teraz na przykład brzegi zaczynają się złocić i czerwienić, żeby za chwilę, popadając w szarości, przezimować.
No i woda. Płynąca w rzece woda. Można by się upierać, że wciąż się zmienia, że za każdym razem, kiedy wsadzimy do niej rękę, jest inna. Ale właściwie po co? Przecież to woda. Hadwao! Woda jest wodą, obiektywnie rzecz biorąc, i wodą pozostaje. Nie zmienia się. Od tylu lat tu przejeżdżam i wciąż w rzece widzę tę samą wodę, chociaż płynie.
Ano właśnie. Co właściwie płynie? Woda płynie – to oczywiste. Jest płynem. Mówi się jednak, że i rzeka płynie. Ale też mówi się, że w rzece płynie woda. Czyli co? Woda płynie w płynącej rzece? A po płynącej wodzie w płynącej rzece może jeszcze płynąć, na przykład statek?
Cholera, jednak coś mi nie pasuje.
Wszystko płynie?






środa, 3 października 2012

Wycieczka (3)



Cypel - magiczne słowo. Jak Księżyc, na przykład. Jak coś, na co wciąż patrzymy i marzymy o chwili, w której mogłoby być odwrotnie: spojrzeć z miejsca na które patrzymy w kierunku miejsca, z którego patrzymy.

Na Cypel patrzyłem systematycznie, kilka razy do roku, przez około dziesięć lat. Najczęściej za dnia, widząc czysty piasek plaży, a tuż za nim gęste zarośla. Patrzyłem stojąc sobie przy burcie, na jakimś statku, z morza. Ze mną zawsze patrzył ktoś jeszcze, jakiś kumpel - jeden, albo dwóch. I tak sobie patrząc marzyliśmy, żeby popatrzeć na to z odwrotnej strony. Czyli z Cypla na morze, na przepływające statki. Marzyliśmy, chociaż wiadomo było, że to nierealne, bo miejscem zawładnęło wojsko i zwykły śmiertelnik miał tam zakaz wstępu.

Tak było jakieś trzydzieści lat temu. Teraz już jest inaczej i dotarliśmy tam w trakcie zwykłej, niedzielnej wycieczki. Chociaż nie było łatwo. Wiatr dawał prosto w oczy, z nieba często lało, a i sam spacer po mokrym piasku nieźle właził w pośladki. Nic to jednak - w końcu było gdzie odpocząć, wysuszyć się i dobrze zjeść.



 
                                                                     




 

 

 

 


 












czwartek, 20 września 2012

W ogrodzie




od samego rana powinienem wejść na drabinę
jednak czuję duszności ból głowy
i łzawią mi oczy
nie mam pojęcia co z sobą zrobić
więc żona poleciła mi
żebym policzył pająki w ogrodzie

znalazłem osiemnaście a u jednego
w pajęczynie zobaczyłem skrawki czyjegoś życia
które wiatr przywiał zapisane na
kawałkach papieru

spróbuję z nich odtworzyć całą kartkę
jednak obawiam się że to niewykonalne
bo żona powiedziała że to nie jest wiersz
i że wcale nie byłem w ogródku
wobec tego zastanawia mnie
czy u pająka w sieci znalazłem
zapis wielu istnień

















poniedziałek, 17 września 2012

Wycieczka (2)



W końcu wszystko pokazuje nam kierunek, kłaniając się się ku zachodowi - drzewa i krzewy, ludzie, domy i krowy na pastwiskach. Potem już tylko trawy i krzewy. Gnamy ponad miarę, ku słońcu, które już ledwo co widać. Chcemy zdążyć. I wcale nie po to, żeby uniknąć nadrabiania kilometrów. Wymyśliliśmy sobie, żeby zdążyć złapać specyficzną chwilę. Wymyśliliśmy w innej, tak zwanej ostatniej chwili.
Zdążyliśmy.
Osiemnasta pięćdziesiąt cztery, więc słońce dogorywa już za murami zamku.
Prom kursuje do dziewiętnastej, jednak - no właśnie... Przecież promu nie ma! Stoi po drugiej stronie. A kiedy wróci, czy nie będzie za późno?
Poczekamy, zobaczymy. Przed nami też czekają i słychać, jak przebąkują: „z chłopakami idzie się dogadać”.
Idealna cisza i spokój zachęcają do czekania. I mimo obaw, nie zawiedliśmy się. Złapaliśmy specyficzną chwilę. Poczułem się jak na fotografii. Wszystko nagle zastopowało, jak za jednym pstryknięciem. Woda w rzece nie płynie, ptaki w oddali osiadły na mieliźnie, a wędkarz zamienił się w brązowy pomnik wędkarza.
Nawet prom, który już wraca, wygląda jakby zatrzymał się na środku rzeki, a nad tym wszystkim, na nieruchomym niebie, zawisł człowiek-ptak, uratowany z obrazu Bruegla.
Z chłopakami „szło się dogadać”.
Nadal wszystko toczy się powoli, delikatnie, śpiewnie i płynnie – zgodnie z nurtem ledwo co płynącej rzeki. Moje obawy co do autka, które nie całkiem się zmieściło na tej właściwej części promu, zupełnie rozmyły się w tej atmosferze chwili, która w końcu też zdała się być jedną z ostatnich, bo ciut w górę rzeki dobiega końca budowa mostu. I wtedy prom przestanie być koniecznością. Może pozostanie? Mógłby - jako atrakcja turystyczna, jako relikt przeszłości, jako klimat specyficznej chwili, gdzie nie trzeba będzie się spieszyć, kontemplując czekanie i środek rzeki. Jedyne co trzeba będzie, to „dogadać się” z chłopakami. Nie mam nic przeciwko temu.









wtorek, 11 września 2012

Toksyczność




Pokochałem cię, nasączony nieskończonością barw.
Biorę w dłonie, żeby uchronić przed resztą świata,
która czyha na ciebie w najbardziej podstępny sposób.
Biorę cię w dłonie, żeby odizolować od wszelkiego zła,
dać ciepło i możliwość przetrwania największych mrozów.

Motylku obudź się.
Obudź się!

Zdechłeś?

Ach tak... W moich dłoniach zabrakło powietrza.