Więc wysypałem mu jakieś resztki z chlebaka i w końcu udało mi się go złapać, przez szybę. Przypomniał mi o nieuchronnym nadejściu sennej pory roku i o tym, że czas byłoby nadrobić tu zaległości, na blogu, bo zima nastraja mnie raczej do mało ruchliwego trybu życia, a tym samym częstszego przesiadywania przed klawiaturą.
Zanim jednak zacznę, trochę samochwały: w końcu udało mi się "nazbierać" odpowiednią ilość i zrobiłem wystawę aniołów w przesympatycznej Cafe Anka. Przedstawiam fotograficzny skrót z wernisażu, może kogoś zainteresuje :)