
Dzisiaj skoro świt o dziesiątej było jakoś inaczej. Nie budziło mnie oklepane i brutalne "wstawaj do roboty!", natomiast z sennej dali pomalutku zacząłem wyławiać delikatne "Misiu... Misiu!", i kiedy podniosłem powiekę, ujrzałem twarz mojej Zosieńki, jak zwykle radosną. Było jednak coś jeszcze, było coś w oczkach, było coś jakby pytanie. I rzeczywiście usłyszałem je w końcu wyrażone werbalnie: "mogę ugryźć kawałek młotka...?". "Co...?!" - wrzasnąłem natychmiast w pełni obudzony. "Mogę ugryźć kawałek młotka?" - powtórzyła uśmiechając się przemile. I dotarło do mnie. Dotarło to, co nieuniknione, o czym wiedziałem już wczoraj, że musi nastąpić bardzo prędko. "Dobrze, kochana..." - wydusiłem pogodzony z losem. - "Ale proszę, zacznijmy od piły".
Piękne!
OdpowiedzUsuńJeszcze raz wszystkiego dobrego!
Jeszcze raz dzięki, Małgorzato. Dziękuję że zajrzałaś :)
Usuń: )))
OdpowiedzUsuńktóregoś bożego narodzenia też tak było u nas : )
I wcale mnie to nie dziwi, bo słyszałem że Wuszki także są uzależnione od czekolady :)
UsuńWidzialam ten czekoladowy warsztat na FB, zaraz tez podejrzalam stronke producenta
OdpowiedzUsuńdla mnie rewelacja.
Juz kombinuje, komu podeslac w Polsce:)
Wszystkiego czekoladowego :)
bo i pączki najzdrowsze są smażone na smalcu z odrobiną alkoholu. pozdrowienia
OdpowiedzUsuńnawet rdza smacznie wygląda ;)
OdpowiedzUsuńTakie słodkie narzędzia nawet każda kobieta by chciała dostać ;)
OdpowiedzUsuńsuper! :)
OdpowiedzUsuń