czwartek, 24 lutego 2011

Anioły

Zofii Sumczyńskiej  


... i moje


             No dobra. Wrzuciłem kawałek z morza, pierwszy z brzegu, tak na próbę i na rozgrzewkę. A może i dla zachęty, bo musiałem się jakoś zachęcić, skoro już dałem się namówić na założenie bloga. Teraz więc coś z innej beczki, bo przecież nie będę pisał tylko o morzu. A oprócz pisania także... no właśnie – nie będę pisał. To znaczy będę wrzucał zdjęcia tego co robię, kiedy brakuje mi słów, albo nie chce mi się pisać i gadać, kiedy wolę prowadzić dialog w milczeniu, czyli na migi, machając snycerskim młotkiem. Dialog z drewnem. A jeśli uda mi się coś przemycić, to będą tu także obrazki Zosi i myślę, że przeważnie anioły.
           Wracając jednak do młotka. To, że milczę podczas stukania w drewno nie oznacza, że nie myślę. Zdarza się nawet, że coś mi się lęgnie w głowie takiego, że muszę lecieć do klawiatury i dalej stukać, palcami. I chyba dobrze, bo ile można ślęczeć nad kawałkiem drewna. A tak przynajmniej będę mógł tu jakieś słowa wrzucać i może kogoś to zainteresuje? Serdecznie zapraszam.

3 komentarze:

  1. I ten drugi anioł, jest w nich boskość, tak jak w morzu, dialogach, monologach i w każdej czynności...

    OdpowiedzUsuń